WYSZUKAJ NA STRONIE
Szkoła w Ruchu
Na W&łasne Konto
Projekty unijne, w których uczestniczymy
TELEFONY ZAUFANIA DLA DZIECI

DANE KONTAKTOWE

Czarna Górna 126
38-710 Czarna


Tel. sekretariat: 13 461 90 45
Tel. dyrektor: 13 461 92 27

E-mail: zssdyrektor@gmail.com
Nasza przygoda ze Słowacją
W dniach 16 - 18 czerwca 2014r. roku Gimnazjaliści z Czarnej zwiedzali Słowację. Wyjazd rozpoczął się opóźnieniem, ponieważ musieliśmy czekać na przyjazd policji, która miała dokonać przeglądu pojazdu pod względem bezpieczeństwa i innych wymagań związanych z transportem dzieci i młodzieży. Pani Kierowca cierpliwie udzielała informacji, a my nie rozumieliśmy dlaczego to trwa tak długo, w końcu ruszyliśmy. Humory dopisywały, pogoda była piękna. Nasi koledzy i koleżanki mieli nadal lekcje, a my jechaliśmy na wczasy.

Pierwszy przystanek był w miejscowości Spiski Hrad, gdzie zwiedzaliśmy ruiny zamku. Bardzo ciekawy obiekt, po którym oprowadzał nas „elektryczny” przewodnik, tzn. za przewodnika robiła pani Dyrektor, która nosiła urządzenie odtwarzające, z którego lektor omawiał kolejne historie i prezentował legendy z tym zamkiem związane. Na początku było nawet fajnie, ale ile można słuchać urządzenia. Potem zainteresowaliśmy się niektórymi ciekawostkami zamku, np. ciekawą wygódką, czyli WC z tamtej epoki, czy też historią wieży, murami obronnymi, ale najciekawsze były widoki. Pięknie, po prostu cudnie.

Następnym punktem programu były gejzery. Wydawało się nam, że w tej części Europy takie zjawisko nie występuje, a jednak… w sumie były trzy gejzery na wzgórzu które zwieńczał kościółek. Szkoda, że zamknięty. Ale gejzery były czynne. Jeden z nich tylko bulgotał gdzieś w głębi ziemi, drugi wypływał na zboczu, gdzie utworzyła się taka formacja zapewne z minerałów, a trzeci utworzył rozlewisko, w którym kilka osób, sądząc, że to twarda skorupa, zamoczyło sobie nogi. Nic im się nie stało, trzeba było tylko poczekać, żeby wyschło.

Potem Lewocza. Zwiedzanie katedry i miasteczka. Pani Przewodniczka dużo opowiadała nam o tej katedrze, z której pamiętam wizualizacje, np. 7 grzechów głównych, ale my najbardziej zapamiętaliśmy słowa „Jak pójdziecie won z kościoła…” co miało znaczyć „jak będziecie wychodzić…”, ale nam się zupełnie inaczej skojarzyło?! W miasteczku ciekawostką była klatka dla niewiernych niewiast, w której zamykano kobiety posadzone o cudzołóstwo.

Następnie dojechaliśmy do miejsca naszego zakwaterowania, czyli do Hrabusic, które z powodu swojej nazwy nazwaliśmy Hrabąszczyce. Obiadokolację zjedliśmy w restauracji w miejscowości Podlesok. Jest to początek, jedno z wejść, do Parku Narodowego tzw. Słowackiego Raju. Wieczór spędziliśmy w miejscu zakwaterowania, grając w piłkę, badmintona, czy spacerując w pobliżu pensjonatu. Spotkaliśmy się też z miejscową ludnością, a raczej z jej bardzo małą grupą, co dla nas okazało się niezbyt miłym wydarzeniem, ponieważ związane było to z niewybrednymi zachowaniami lokalnych Romów. Obowiązkowo obejrzeliśmy mecze trwającego właśnie mundialu, choć telewizor był raczej kiepski, a Natalka musiała podtrzymywać antenę.

Drugiego dnia, pełnego emocji, po śniadaniu wyruszyliśmy w góry. Szczyt, który zdobyliśmy nazywa się Klastorisko (760m n.p.m.). Idąc w góry wydawało się nam, że to będzie taka sama wyprawa jak w nasze Bieszczady, a tu niespodzianka. Priełom Hornadu to właściwie pierwsza niespodzianka, czyli siatkowany metalowy most nad rzeką Hornad, potem metalowe półki nad wodą, 12- to i 13- to metrowe drabiny w górę, wodospady i inne dość ryzykowne miejsca na trasie jednokierunkowej, czyli bez możliwości zawrócenia. Było dużo emocji. W końcu szczyt – Klastorisko.

„Na polanie znajdują się ruiny klasztoru kartuzów z przełomu XIII i XIV stulecia. W przeszłości znajdowała się tam osada zakonna, istniał też mały gród określany w dokumentach jako castrum Lethon ("zamek letański"). Podczas najazdu tatarskiego w 1241 był schronieniem mieszkańców okolicznych wiosek, stąd nazwano później okolicę Lapis Refugii ("Skała schronienia"). Później gród przejęli kartuzi, którzy wybudowali tam swój klasztor (ok. 1307). W XV wieku klasztor zniszczyli husyci, ale zdołano go odbudować. Położenie klasztoru, z dala od innych siedzib ludzkich, sprawiło, że obiekt ten co jakiś czas padał ofiarą napadów rabunkowych. Ostatecznie w lipcu 1543 na polecenie władz biskupich ze Spiskiej Kapituły klasztor zniszczono, a zakonnicy przenieśli się do Czerwonego Klasztoru, gdzie również mieli swoją siedzibę. Pozostałe budynki popadły w ruinę i nic z nich do dzisiaj nie pozostało, natomiast w ruinach samego klasztoru prowadzone są badania archeologiczne; planuje się również jego odbudowę”( wikipedia). Wyprawa była ekstremalna, błoto mosty, drabiny, wodospady. Droga powrotna była już bardzo prosta, co przyjęliśmy z wielką ulgą.

Potem obiadek i Aqua Park w Popradzie. Po wysiłku w górach zakończenie dnia w basenie to bardzo dobre rozwiązanie. Było super. Baseny gorące, chłodne i pośrednie. Duże, małe, płytkie i głębokie. Bicze wodne, wiry, hydromasaż. Po prostu super. No i oczywiście należy dodać, że Anita zgubiła zegar. Poszukiwania zakończył Bartek, bo znalazł go i było po strachu.

W pensjonacie spotkała nas niespodzianka. Okazało się, że grupa, z którą spotykaliśmy się na trasie na Klastorisko, zamieszkała również w naszym miejscu zakwaterowania. Byli to ministranci i schola z Iwonicza. Mieliśmy okazję do nawiązania nowych znajomości i wspólnej zabawy. Wieczorem pojedliśmy słowackiej kiełbaski z grilla i poszliśmy dość potulnie spać po wyczerpującym dniu.

Ostatniego dnia, po śniadaniu, wyruszyliśmy do Lodowej Jaskini. Niesamowita sprawa. Na dworze gorąco, ponad 30 stopni, a tam przed wejściem lód. W środku wielkie pokłady lodu utrzymującego się od stuleci. Minus dwa stopnie wydawały się mrozem zimowym, szczególnie dlatego, że nie ubraliśmy się specjalnie ciepło na takie temperatury. Zmarznięci i zadowoleni ruszyliśmy dalej. A wiec jeszcze zamek w Starej Lubowni, obiad w Bardejowie i spacer do sanatorium tzw. Bardejowskie Kupele, a potem powrót do domu.

Dużo wrażeń, ciekawe przeżycia i co najważniejsze, jeszcze raz przekonaliśmy się, że podróże naprawdę kształcą. Mamy tu na uwadze nie tylko to, że widzieliśmy i doświadczyliśmy, ale również to, że są inne kultury, narody i należy w obcym kraju zachować dystans i umiar w ocenie siebie i innych.

Wycieczka została zorganizowana dla uczniów, którzy w roku szkolnym 2013/2014 wyróżniali się w szkole w różnych dziedzinach. Do wyjazdu zaproszeni zostali ci, którzy mieli dobre wyniki w nauce, zachowaniu, w sporcie, wyróżniali się aktywnością społeczną i wykazywali się właściwą postawą uczniowską.

Wychowawcy ustalili listy ze swoich klas, w sumie 15 uczniów, doceniając ich pracę za cały rok szkolny. W tej grupie znalazło się 5 pierwszoklasistów, tj. Rzeszowska Natalia, Pupek Zuzia, Osękowska Elwira, Malawska Ola i Mazurek Aneta. Pięciu drugoklasistów, czyli Zapał Damian, Czapliński Darek, Sobiecka Anita, Zbozień Natalia, Michalewski Bartek i pięciu trzecioklasistów Osękowska Klaudia, Sobiecka Kinga, Gliński Jakub, Borys Jakub, Rozczyńska Kasia.

Opiekę nad uczniami sprawowała pani Krysia Ulewicz i pan Jacek Bihun. Organizatorem i kierownikiem wyjazdu była pani dyrektor gimnazjum Danuta Kornaga.

Koszty wyjazdu zostały podzielone po połowie pomiędzy rodziców uczniów wyjeżdżających i środki sponsorskie posiadane przez szkołę.
Anita Sobiecka i Danuta Kornaga